PO BANDZIE
Jason Doyle pokazał, czym jest sport w najczystszej postaci.
Kacper Woryna jak Puyol. Też mógł wracać do domu
Michelsen? Wybuchł, bo dał się ograć, poza tym pamięta jeszcze Zmarzlikowi Rygę, po której kończył sezon na wózku inwalidzkim i po której nie usłyszał słowa „przepraszam”, a twierdził, że się należało. Dlatego w Warszawie się zagotował i zrobił głupotę największą z możliwych. Która mogła strącić jego ekipę z drugiego stopnia podium. Gdy ochłonął, przyznał się jednak do błędu i przeprosił. Doceniam.
Więcej w numerze 36