Staszek Chomski nadspodziewanie trafnie i dynamicznie poprowadził reprezentację, dobrze grał udanym dżokerem Woryną, ale chłop nie ma farta, co jest potrzebne w tej profesji. Nie bał się na Narodowym odsuwać naszych gwiazdeczek od jazdy, gdy cieniowały, lecz za to wcześniej bał się ich... nie powołać do kadry. W sumie był w trudnej sytuacji, bo gdyby ich pominął, to media i kibice nie zostawiliby na nim suchej nitki. A na młodego Pawełczaka w DPŚ chyba jeszcze trochę za wcześnie.

 

Więcej w numerze 36