„Najlepsza liga świata”, wydzierał się na wszystkie strony świata jeden z komentatorów telewizyjnych, w tym sezonie został tylko głos. Polskie ligi żużlowe są jak matka, dają wikt i opierunek. Do Polski zjeżdżają niczym do technikum żużlowego młodzi zawodnicy, prymusami są Australijczycy. Baronowie klubowi wyrywają sobie z rąk talenty z kraju kangurów zanim wylądują na polskiej ziemi. U nas można mieć pieniądze i zrobić karierę. No bo gdzie jak nie u nas? Co z tej opieki matczynej i ojcowskiej ma polski żużel? Rosnącą konkurencję i jaka jest wartość dodana tych kontraktów okaże się z końcem sierpnia w Warszawie na Stadionie Narodowym, gdzie w finale drużynowych mistrzostw świata pod taśmą startową na sztucznym torze pojawią się m. in. goście z Australii i gospodarze. Kto z kim wygra?

 

Więcej w numerze 25