Kryzys dopadł także drugą gwiazdę Falubazu, Leona Madsena. Lata lecą, czterdziestka blisko, do tego zawirowania w życiu osobistym też nie muszą dodawać prędkości. W efekcie Duńczyk zaczął wywracać zawodników ze swojej drużyny, czym naraził się menedżerowi Grzegorzowi Walaskowi. Ten, zaraz po biegu, nie zdzielił Leona w łeb tylko dlatego, że nie trafił. A później doszło jeszcze między nimi do przepychanek. W sumie to wychowawcze, że ktoś się w końcu postawił żużlowej gwieździe z muchami w nosie. W piłce nożnej czy koszykówce trener ma prawo zwrócić zawodnikowi uwagę, pouczyć, posadzić na ławce. Tymczasem w żużlu, na tym wąskim rynku z, podobno, deficytem klasowych jeźdźców, to jakoś nie przechodziło. Mało kto był gotów choćby krzywo na gwiazdę spojrzeć. Bo się obrazi i pójdzie do rywala. A Walasek, pod wpływem emocji, poszedł tą dziewiczą drogą. 

 

Więcej w numerze 21.