W sobotę w Landshut żużel znów był i paskudny, i piękny. Bo zawodnikom i kibicom próbuje go obrzydzić ten niereformowalny Phil Morris, dyrektor cyklu Grand Prix. Przecież do połowy zawodów, gdy tor był regularnie zalewany, mielimy triathlon zamiast żużla – Morris tradycyjnie biegał, polewaczka jeździła, a zawodnicy pływali. 

Brak słów! Finał okazał się jednak cudowny. Kacper Woryna, 60 lat po tym, jak jego dziadek Antoni wywalczył dla Polski pierwszy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata, zwycięzcą Grand Prix Niemiec. Kacper jest ostatnio w formie i jako sportowiec, i jako standuper. To dopiero początek, ale... pisz się historio!

 

Więcej w numerze 19