Dlatego pewne sprawy można ocenić właściwie dopiero po czasie. Po zakończeniu kariery lub u jej schyłku, gdy zawodnik ma już świadomość, że większość w tym sporcie zrobił, a ambicja jest jeśli nie w pełni zaspokojona, to chociaż pogodzona z losem. Tak było, dla przykładu, z Piotrem Protasiewiczem i Tomaszem Gollobem. Za młodu obaj walczyli do krwi ostatniej. Byli zapiekłymi rywalami z tej samej drużyny, w tych samych barwach. Rywalizowali o przywództwo w stadzie. 

 

Więcej w numerze 14