Nicki Pedersen nigdy nie był mistrzem świata z bajki. Nie wyrósł w cieplarnianych warunkach, nie był „projektem” federacji ani zawodnikiem, którego kariera miała przebiegać zgodnie z wcześniej rozpisanym scenariuszem. Zanim zdobył trzy tytuły mistrza świata i zapisał się w historii żużla jako jedna z najbardziej bezkompromisowych postaci, był chłopakiem, w którego niemal nikt nie wierzył. Bez parasola ochronnego, bez marginesu błędu, bez komfortu eksperymentowania z życiem. Miał tylko motocykl, upór i świadomość, że jeśli nie wygra — po prostu zniknie.

 

Więcej w numerze 10