Jeszcze niedawno stał pod taśmą startową, słyszał warkot silników i patrzył w pierwszy łuk, jak robił to przez niemal całe dorosłe życie. Dziś zamiast kevlaru zakłada marynarkę, a zamiast szukać prędkości na dystansie, będzie budował ją w strukturach klubu. Dla wielu był symbolem pokolenia polskich żużlowców, które potrafiło wygrywać na świecie i elektryzować trybuny w całej Europie. Rozpoczyna teraz zupełnie inny etap kariery, mniej widowiskowy, ale potencjalnie równie wpływowy.

 

Więcej w numerze 10