- Który z prezesów klubów PGE Ekstraligi robi na pani największe wrażenie? Oczywiście chodzi o sposób zarządzania klubem.

- Myślę, że znalazłoby się kilka, ale jeśli mam wskazać, zarządzanie klubem, które jest mi najbliższe, to wskażę WTS Wrocław.

- Wrocław to jest bardzo duże miasto, o sponsorów jest jednak łatwiej niż w wielu innych ośrodkach. Myśli pani, że Andrzej Rusko byłby równie skuteczny w Opolu, Gnieźnie czy w Pile?

- To jest bardzo zasadnicze pytanie i tego szczerze mówiąc nie wiem. Zdobywanie sponsorów jest sprawą bardzo trudną. Pewnie znacznie trudniejszą w Gnieźnie niż we Wrocławiu. Niemniej jednak byłam po obu stronach, bo i w roli prezesa klubu i sponsora.

- Tyle jest spotkań prezesów klubów, tyle jest ustaleń, a potem pod stolikiem i tak każdy płaci inaczej i robi po swojemu. To po co cała ta „pokazówka”?

- Powiem tak. Chcielibyśmy, żeby takich sytuacji nie było. W tym momencie prezesi klubów schodzą do takiej roli, jak ja to mówię, że pozostało już jedynie negocjować nawet nie z samym mechanikiem, ale z pomocnikiem mechanika. 

 

Więcej w numerze 10