Nie nosi kevlaru, nie zakłada kasku, a jednak od jego decyzji zależy wszystko: bezpieczeństwo zawodników, wynik meczu i emocje tysięcy kibiców. Rafał Kobak to jeden z tych ludzi żużla, których zwykle nie widać na pierwszym planie — dopóki nie trzeba podjąć decyzji w ułamku sekundy. O dzieciństwie spędzonym pod krośnieńskim torem, pierwszym wyścigu puszczonym „z palca”, presji wieży sędziowskiej, ciszy w drodze powrotnej do domu i o tym, dlaczego sędzia musi być poza emocjami - opowiada arbiter, dla którego żużel wciąż pachnie tak samo jak wtedy, gdy jako kilkuletni chłopak sprawdzał rano, czy nie pada deszcz.

 

Więcej w numerze 7