Nie każdy mistrz świata zapisuje się w historii sportu złotymi medalami. Czasem wystarczy jeden wieczór, jeden finał, jeden bieg, który zostaje w pamięci kibiców na zawsze. Adrian Miedziński właśnie takim momentem zapewnił sobie nieśmiertelność w polskim żużlu. Teraz, gdy oficjalnie zamknął rozdział kariery zawodniczej, jego historia brzmi jak gotowy scenariusz filmu — o talencie, ambicji, dramatycznym upadku i próbie odnalezienia nowego sensu po życiowym wypadku.

 

Więcej w numerze 6