Są takie zawody, po których kibice wychodzą ze stadionu zmęczeni… ale szczęśliwi. Z głową pełną obrazów, z rykiem silników w uszach i poczuciem, że właśnie zobaczyli prawdziwy żużel — walkę na centymetry, jazdę po bandzie, ataki z trzeciej linii i desperackie próby odbicia pozycji do samej mety. Są też takie rundy Grand Prix, które wygrywa się praktycznie spod taśmy, a wyprzedzanie staje się towarem deficytowym.

 

Więcej w numerze 6