- A to nie jest trochę tak, że wróciłeś, bo Częstochowa to była jedyna szansa, żeby zostać w PGE Ekstralidze?

- Ale ja wcale nie ukrywam, że to była dla mnie w sumie jedyna opcja na jazdę w Ekstralidze. Z drugiej strony, nie zrobiłem tego, bo musiałem. 

- Trener i właściciel klubu są jednak bardziej ostrożni. Zgodnie mówią, że trzeba liczyć się ze spadkiem, ale to przecież nie będzie koniec świata, tylko etap w odbudowie drużyny.

- Wszystko trzeba brać pod uwagę, ale w każdym sezonie mamy potwierdzenie, że sport żużlowy jest nieobliczalny i nieprzewidywalny.

- Pamiętam z jakimi nadziejami szedłeś z Częstochowy do Gorzowa. Tamtejsi działacze mówią, że ich tor czyni cuda i rozwija zawodników. Jesteś lepszym żużlowcem po sezonie w Stali?

- Na pewno to dla mnie nowe doświadczenie. Bardzo ciężki, techniczny tor, który pomaga później w startach na innych torach żużlowych.

 

Więcej w numerze 5