Kontraktowali mnie jak… kota w worku
- Pamiętam jak Kolejarz cię kontraktował dwa lata temu. Miałeś głównie odpowiadać za prace warsztatowe i wspomagać zespół w potrzebie. Szybciej się przydałeś niż ktokolwiek myślał.
- Dokładnie tak było. Pierwsze rozmowy i ustalenia były takie, żebym po prostu był na miejscu, przyglądał się, pomagał juniorom i ewentualnie był do dyspozycji, gdyby ktoś nagle wypadł i nie mógł jechać.
- Miałeś jeszcze jakiś klub do wyboru? Czy tylko między Opolem i Krakowem?
- Miałem. Nie ukrywam, że rozmawiałem jeszcze z innymi klubami z Krajowej Ligi Żużlowej, ale Kraków był w tym wszystkim najbardziej konkretny.
- Pod Wawelem będziesz w jednym zespole z Marko Lewiszynem. To ma w ogóle jakieś znaczenie, że jest rodak, czy w tej robocie są ważniejsze sprawy?
- Podstawa wszystkiego to jest fajna atmosfera w drużynie. Jeśli są dobre relacje między zawodnikami i nie ma jakiejś udawanej sympatii, to przekłada się na wyniki. Z Marko znam się bardzo długo, jeszcze jak zaczynał swoją żużlową przygodę.
Więcej w numerze 4