- To żadna tajemnica, że kolejni działacze próbowali pana namówić i przekonać. W końcu tym się udało. Czym pana przekonali?

- To pokazuje, że rozmowy i dyskusje są skuteczne i jednak do czegoś prowadzą. Tak, wiele było sygnałów z klubów i takich rozmów i to nie tylko teraz, ale też w poprzednich latach. 

- Kiedy pojawiła się propozycja z Falubazu? Bo takich spraw nie załatwia się w kilka dni.

- To nawet trudno precyzyjnie powiedzieć, bo rozmowy trwały i w zeszłym roku i dwa lata temu. Szczerze? Wtedy nie zwracałem na to specjalnie uwagi, bo zawsze było coś innego na głowie. Miałem kontrakt z PGE Ekstraligą i na tym się skupiałem.

- Nie chciał pan wrócić jako trener?

- Jako trener? Pewnie mógłbym, ale zarząd Falubazu ma pewną wizję, tak to sobie ułożył i nie chcę tego burzyć i wprowadzać zamieszania. Z innej pozycji będę mógł mieć wpływ na to co dzieje się w klubie i w drużynie. 

 

Więcej w numerze 48