Newsletter

Ślizgiem w prawo

16.04.2018 20:46

Głównym wydarzeniem meczu Stal Gorzów-KS Toruń w pierwszej kolejce Ekstraligi był potwornie wyglądający upadek mistrza świata Jasona Doyle’a. Po pierwszym uderzeniu głową o tor odpłynął i potem tylko sponiewierało go niczym bezwładną szmacianą lalką. Przy okazji zahaczył go o kask jego własny upadający motor. Kangur liczył parowozy, czyli był nieprzytomny. Gdy się ocknął, to ponoć zapytał, gdzie się znajduje. Klasyczny nokaut. Zawodnika odwieziono do szpitala na badania, skąd na stadion szybko dostarczono tryumfalną wiadomość, że pacjent nie ma żadnych złamań. Dwa, trzy dni później media zaczęły piać z durnego zachwytu, jaki to twardziel z tego Jasona, jak szybko dochodzi do siebie i że ledwie tydzień po tej swojej kraksie pojedzie w toruńskim meczu z Betardem Spartą Wrocław. No bo skoro nie ma złamań i delikwent może ruszać kończynami, to może też zasuwać na motocyklu wyczynowym, hm, czyż nie?
Natychmiast napisałem więc na swoim facebooku:

Więcej w numerze 16.

wróć